SAMOTNOSC

Zmierzch.
Patrze przez okno na domy
rózowiejace w pólmroku,
na resztke slonca, co w szybach
dziewczecy kladzie rumieniec,
a nad czarnymi dachami
dotykiem lekkich obloków
moje wyplywa o tobie,
pachnace zmierzchem, marzenie.

Odarte tynki kamienic...
dym, co po niebie sie wlecze
i swiatla w oknach, wsród których
ktos - tak jak ja - kogos czeka...
Ciche jest miasto o zmierzchu,
kiedy przeglada sie w rzece
moja za toba tesknota -
wielka i wolna jak rzeka.

Robi sie coraz ciemniej.
Gdzies w dali pachnie akacja,
gdzies, za murami, jej liscie
wiatr delikatnie poruszyl...
Na stole dawno wystygla
niedokonczona kolacja
i swiatla zgasly, i scichly...
i jeszcze ciezej na duszy.

sierpien 1975



POWRÓT